Spotkanie czternaste: Jan Ryszard Sempka ps. „Sztychnicki”

19 lipca br. bohaterem naszego cyklu „Moja Warszawa” był Jan Ryszard Sempka ps. „Sztychnicki”.

Zaczęliśmy spotkanie od ustalenia kwestii zasadniczej, z kim mamy przyjemność rozmawiać. W księgach parafialnych nasz bohater został zapisany jako Jan Ryszard, bo według proboszcza dziecko powinno mieć świętego patrona. Rodzice, krewni i znajomi jednak używali zawsze imienia Ryszard. Dlatego dziś nasz bohater przedstawia się jako Jan Ryszard, żeby i jedni i drudzy go identyfikowali.

Pierwszym slajdem, jaki pokazano w trakcie spotkania, była wykonana w atelier na Freta 16 fotografia 6-miesięcznego wówczas Rysia. Ta wyjątkowa pamiątka rodzinna była na początku własnością ciotki naszego bohatera, której los nie oszczędzał i rzucał w najdalsze krańce świata. Zdjęcie bobasa towarzyszyło najpierw ciotce w trakcie zsyłki na Sybir, potem było czułym wspomnieniem opuszczonego dawno temu domu i bliskich w tych wszystkich egzotycznych miejscach, do jakich przyszło ciotce dotrzeć za sprawą armii generała Władysława Andersa, do której dołączyła jak wielu innych cywilów chcących wyrwać się z sowieckiego zniewolenia. Po śmierci dzielnej krewnej, mąż zmarłej odesłał wśród kilku innych jeszcze pamiątek właśnie tę fotografię z krótkim opisem, dzięki czemu i my poznaliśmy tę niezmiernie wzruszającą historię.

Pan Ryszard związany był od urodzenia ze Starym Miastem, a w szczególności z kamienicą przy ulicy Zakroczymskiej 1. Ten sam adres miał leżący po sąsiedzku kościół Ojców Franciszkanów. Jedna z jedenastu świątyń w tej dzielnicy Warszawy. Okna pokoju Rysia wychodziły na wspomniany kościół i gdy była odprawiana msza, wszystko było słychać. Od piątego roku życia nasz bohater był ministrantem. Jak zresztą wielu chłopców w okolicy. Dzielnicy, która materialnie była uboga, dlatego wiele rodzin posyłało dzieci na posługę, dzięki czemu chłopcy zyskiwali opiekę i wsparcie w kształtowaniu wartości życiowych, a ze spraw prozaicznych – zwyczajnie posiłek. Kilka lat później za sprawą ministrantury dziesięcioletni wówczas Rysiek poznał ojca Maksymiliana Kolbego, który wrócił z misji w Japonii i przynajmniej kilka razy w tygodniu bywał u franciszkanów na Zakroczymskiej m. in. by jako redaktor doglądać prac przy druku katolickiego czasopisma „Mały Dziennik”. Sąsiadką państwa Sempków była wybitna rzeźbiarka Olga Niewska-Szczekowska, którą w pracowni odwiedzały ówczesne znakomitości świata polityki, jak Marszałek Józef Piłsudski, czy świata sztuki, jak aktorka Mieczysława Ćwiklińska.

W 1938 roku Rysiek brał udział w obchodach 75. rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego nieopodal miejsca zamieszkania, bo w Parku Traugutta. Weteranów ubranych w granatowe mundury przywożono z domu wsparcia mieszczącego się na Pradze. Wiele lat później weźmie udział w obchodach 150. rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego już sam jako weteran.

Szkół na Starówce było pięć. Rysiek chodził do placówki przy ulicy Starej 6. Uczniowie od pierwszej do siódmej klasy musieli mieć ogolone głowy. Jak któryś z chłopców miał już odrost, woźny go nie wpuszczał albo przejeżdżał maszynką przez środek głowy i odsyłał do domu. W każdą niedzielę były zbiórki przed szkołą, skąd ze sztandarem uczniowie maszerowali na mszę świętą. Dyrektor szkoły przykładał ogromną wagę do tego, by każdy młody człowiek miał przy sobie książeczkę do nabożeństwa. Jeśli któryś z uczniów o niej zapomniał, otrzymywał po powrocie z mszy w szkole publiczną karę fizyczną. Chłopcy ratowali się przed nią, rozrywając książeczkę i dzieląc się z innymi fragmentami dla niepoznaki. Każdy dzień w szkole zaczynał się i kończył modlitwą. Stałą praktyką było zadawanie uczniom co tydzień wierszy do nauki na pamięć. Pan Ryszard na spotkaniu podzielił się z obecnymi na sali recytacją kilku z nich. Jeden z nich deklamował wiele lat temu na uroczystym apelu związanym z obchodami Święta Niepodległości przed społecznością uczniowską, radą pedagogiczną, dyrekcją i zaproszonymi oficjelami, wśród których znalazł się prezydent miasta Stefan Starzyński.

Nastał czas okupacji. Rysiek miał starszego brata działającego w konspiracji i ze względu na szczególny rodzaj jego zaangażowania, aktywność młodszego brata nie mogła stanowić zagrożenia dla jego tajnych misji. Ograniczała się tylko do drobnych zleceń.

Po ukończeniu szkoły powszechnej Rysiek uczęszczał wieczorowo do szkoły zawodowej i rozpoczął praktyki w warsztacie samochodowym na Tamce 28. Tam zetknął się ze starszymi kolegami, którzy byli w konspiracji. Sam warsztat jest do odnotowania również w związku z innym tematem. To tam w czasie Powstania w 13 dni wykonano samochód pancerny, słynnego „Kubusia”. Pojazd ten można dziś oglądać w Muzeum Wojska Polskiego, a jego replika stoi w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Pan Ryszard zwrócił obecnym na spotkaniu uwagę, że w trakcie Powstania Warszawskiego Starówka była jedyną dzielnicą stolicy, gdzie nie było Niemców i Powstańcy działali na zasadzie obrony a nie ataku na stanowiska. Jedynym dowódcą, który stawił się z żołnierzami w komplecie na godzinę 17.00, był kapitan Lucjan Zygmunt Giżyński ps. „Gozdawa”, dlatego początkowo to on objął dowództwo nad całą Starówką.

Wraz z wybuchem Powstania Warszawskiego przestała obowiązywać umowa między braćmi i Rysiek mógł aktywnie włączyć się w działania bojowe. Na Długiej 7 funkcjonował punkt poborowy i ci którzy nie byli zorganizowani, mogli dołączyć do zrywu wyzwoleńczego. Wtedy Rysiek otrzymał opaskę i legitymację Armii Krajowej w kolorze różowym. Został wcielony do 5 Kompanii Szturmowej. Broni nie było. Zdobyto ją dopiero po opanowaniu Wytwórni Papierów Wartościowych, co pozwoliło częściowo dozbroić Powstańców. Natomiast magazyny na Stawkach stały dla żołnierzy tych głównie ze Starówki źródłem zaopatrzenia nie tylko w żywność, ale również w umundurowanie.  Stąd też pochodził ubiór Ryśka: marynarka z wojsk Rommla w odcieniu brązowym i zielone spodnie wojsk alpejskich plus szary sweter.

Korzystając z doskonałej pamięci naszego bohatera możemy odnotować miejsca zakwaterowania oddziału Ryśka: najpierw budynek Ministerstwa Sprawiedliwości przy Długiej 7, potem Franciszkańska 6 A, następnie Nowiniarska 6 i w końcu Miodowa 22.

Na spotkaniu pojawiły się archiwalne zdjęcia z przysięgi w Katedrze Polowej Wojska Polskiego i jedynej w trakcie Powstania Warszawskiego defilady Armii Krajowej. W obu wydarzeniach brał udział Rysiek. Odbyły się one 6 sierpnia. Po mszy wszystkich ustawiono czwórkami i rozdano po 5 papierosów. Kapitan Lucjan Wincenty Fajer ps „Ognisty” poprowadził defiladę od ulicy Miodowej w kierunku ulicy Freta, a przyjmował ją generał Tadeusz Bór-Komorowski, podpułkownik Jan Mazurkiewicz ps „Radosław”, kapitan Lucjan Zygmunt Giżyński ps. „Gozdawa” i pozostali dowódcy oddziałów.

13 sierpnia jest obchodzony jako Dzień Pamięci Starówki dla upamiętnienia ofiar wybuchu niemieckiego czołgu-pułapki na ul. Kilińskiego. Rysiek cudem ocalał, bo był oddelegowany na posterunek na barykadzie mieszczącej się na placu Krasińskich. Siła rażenia ładunku była olbrzymia, a liczba zabitych tym większa, że pojazd był swoistym trofeum, wokół którego zgromadziły się tłumy wiwatujących żołnierzy i ludności cywilnej.

Nasz bohater nie tylko brał udział w Powstaniu, ale również doglądał rodziny. Dom, w którym mieszkali, spłonął 17 sierpnia, i matka z córkami przeniosła się do piwnicy. 30 sierpnia Rysiek dostał kolejny raz przepustkę, żeby sprawdzić, jak sobie radzą jego bliscy. Po dotarciu na miejsce okazało się, że Niemcy odcięli mu drogę powrotu. O świcie wtargnęli okupanci, wypędzali wszystkich i w kolumnie popędzili w kierunku Stawek, gdzie przeprowadzili wstępną selekcję. Rodzina została rozdzielona. Matka z dwiema młodszymi siostrami zostały rozstrzelane. Starszy brat, który jeszcze walczył w tym czasie w Powstaniu, poległ w okolicy placu Trzech Krzyży. Rysiek trafił do obozu koncentracyjnego w Mauthausen. Opis warunków tam panujących trudny jest to ujęcia słowami. Powiedzmy tylko, że w dniu wyzwolenia nasz bohater ważył 34 kg i nie mógł samodzielnie ani jeść ani się poruszać.

Do Warszawy wrócił po długiej rekonwalescencji w październiku 1945 roku i trafił do lokum niezmiernie wówczas w zrujnowanej stolicy popularnego, to znaczy do piwnicy. Mieściła się ona w budynku przy Senatorskiej 19, gdzie spędził 2 lata i 2 miesiące. Po wodę o lasce chodził aż na Bednarską. Z obozu wróciła starsza siostra. Pojawił się również po długiej tułaczce również ojciec. Dla wszystkich zaczął się powolny proces wychodzenia z otchłani mroków.

Było to ostatnie spotkanie z cyklu „Moja Warszawa”, które brawurowo poprowadziła Maria Kamińska przewodniczka po Warszawie, członek Towarzystwa Przyjaciół Warszawy, PTTK i Stowarzyszenia Monopol Warszawski, a przede wszystkim inicjatorka tego wydarzenia. Pięknie dziękujemy!

Projekt finansuje m.st. Warszawa.