Spotkanie siódme: Zofia Czekalska ps. „Sosenka”

10 maja br. bohaterką naszego cyklu „Moja Warszawa” była Zofia Czekalska ps. „Sosenka”.

Pani Zofia to przykład osoby, która choć urodziła się i wychowała w Tomaszowie Mazowieckim, to jak sama stwierdziła: „od dziecka miała ciągotki do Warszawy”. Rodzina od strony ojca mieszkała w stolicy. Ich wizyty były pierwszymi sposobnościami do rozbudzania jej sympatii do tego miasta. Ze względów finansowych nasza bohaterka pierwszy raz miała okazję zobaczyć Warszawę dopiero w 1938 roku. Matka, ojciec, młodszy brat i piętnastoletnia wówczas Zosia odwiedzili najpierw siostrę ojca, mieszkającą na Powiślu. Młoda dziewczyna z zachwytem przyglądała się wszystkiemu i do dziś pamięta o barkach na Wiśle. Prawdziwy entuzjazm miał jednak dopiero wybuchnąć przy okazji wizyty u brata ojca, który mieszkał w Śródmieściu. Wujek bowiem zaprowadził rodzinę z Tomaszowa Mazowieckiego na salony Warszawy, czyli na Krakowskie Przedmieście. Wrażenia, jakie wywołała atmosfera elegancji i dostojności tego miejsca, były piorunujące i pozostały w pamięci na zawsze. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że w odbudowującej się po wojnie Warszawie pani Zofia odnalazła swoje miejsce do życia na Oboźnej, na której mieszka do dziś, ciesząc się bliskością Krakowskiego Przedmieścia.

Powróćmy jednak na chwilę do rodzinnego miasta pani Zofii – Tomaszowa Mazowieckiego. Miejsca, gdzie w jednym domu mieszkało osiem rodzin różnego pochodzenia i wyznania. Życie towarzyskie koncentrowało się na podwórku, na którym po pracy panowie grali w karty, a panie przy sprzyjającej pogodzie wystawiały się z pracami domowymi, wspólnie śpiewały i doglądały potomstwa. Otoczona krewnymi i zaprzyjaźnionymi sąsiadami, gdzie starsi kultywowali tradycje ochotniczej straży pożarnej, a młodsi wstępowali do harcerstwa – w sposób naturalny przejmowała wzorce postępowania oraz miała wpajane zasady odpowiedzialności, bohaterstwa i patriotyzmu. Od najmłodszych lat uczona była również szacunku do pracy i angażowana była do różnych zajęć, jak choćby czyszczenia, suszenia i wiązania strażackich lin czy noszenia wody ze studni. Po ukończeniu szkoły powszechnej od razu trafiła na przyuczenie do krawcowej, i jakby tego było mało – do jej obowiązków należało jeszcze przygotowanie posiłku i zaniesienie go na 12.00 ojcu do fabryki. W wolnych chwilach służyła w harcerstwie, a słowa przyrzeczenia: „(…) nieś chętną pomoc bliźnim (…)” – nie były tylko pustym frazesem, lecz w życiu naszej bohaterki znaczyły i nadal znaczą bardzo wiele i jest im wierna do dziś.

W trakcie spotkania pojawia się w prezentacji zdjęcie z archiwum rodzinnego pani Zofii, zrobione u fotografa. Widnieje na nim zaprzyjaźniona grupa młodych mężczyzn ubranych w swoje najbardziej wyjściowe stroje. Na pozór fotografia podobna do wielu innych. Tymczasem losy Jerzego, Bolesława, Wincentego, Czesława oraz Henryka ułożyły się w typową i zarazem dramatyczną mozaikę losów pokolenia urodzonego po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Losów, na które wpłynęły historyczne zawirowania, rzucając nimi  na oślep – stawiając po przeciwnych stronach dotychczasowych przyjaciół i każąc im dokonywać wyborów łamiących ludzkie życiorysy.

Opowieść schodzi na czasy okupacji. Do stałych wówczas praktyk należało tworzenie list robotników przymusowo później wywożonych do fabryk w Niemczech. Nasza bohaterka trafiła na taką listę. Jednak dzięki sprytowi i symulowanej chorobie do jej wyjazdu na szczęście nie doszło. Sytuacja w Tomaszowie Mazowieckim stawała się jednak coraz bardziej napięta i rodzina zdecydowała wysłać Zofię do wujka w Warszawie. O ironio, nasza bohaterka dotarła do stolicy na Sienną 45 na parę tygodni przed wybuchem powstania.

Sam wybuch powstania przeraził bardziej niż wprowadził w stan entuzjazmu panią Zofię. Zdawała sobie bowiem sprawę, że z walką związane są przecież ofiary. Poza tym nasza bohaterka od razu trafiła w epicentrum wydarzeń. Była naocznym świadkiem bombardowań i dramatycznego losu ludności cywilnej ściśniętej w piwnicach i tkwiącej tam długimi tygodniami bez dostępu do podstawowych środków do życia. Do powstania przystąpiła po kilku dniach jego trwania i dołączyła do organizowanego zgrupowania „Chrobry II”. Pełniła rolę łączniczki i pracowała w Centralnej Składnicy Aptecznej przy ulicy Siennej 41. Dodatkowo pani Zofia zajmowała się przygotowywaniem posiłków dla powstańców i ludności cywilnej. Nadludzkim wysiłkiem i narażając życie pozyskiwała z różnych miejsc każdy produkt potencjalnie nadający się, by z niego przygotować coś do zjedzenia. W tamtych czasach na wagę złota była również woda, którą dzielnie zdobywała. A to wszystko działo się w szczególnych warunkach, gdyż by dotrzeć na wyznaczone miejsce musiała przeciskać się przez wąskie i przeludnione piwnice, dziury w murach czy mijać barykady pozostające pod stałym ostrzałem wroga. Okres powstania to nie tylko czas wystawionej na wszelkie próby odwagi, ale również – wytrzymałości psychicznej. Pani Zofia wielokrotnie bowiem otarła się o własną śmierć i niezliczoną liczbę razy widziała agonię koleżanek i kolegów.

Po kapitulacji powstania ludność cywilna zmuszona została do opuszczenia Warszawy, w czym – zgodnie z ustaleniami dowódców obu stron – pomagały patrole złożone z niemieckich i polskich żołnierzy. Kolega z dzieciństwa, harcerz Czesław, został ranny w trakcie obrony Dworca Głównego. Pani Zofia postanowiła nie opuszczać kolegi w potrzebie, i wyrabiając fałszywe dokumenty na sanitariuszkę, opiekowała się nim w transporcie. Razem zostali umieszczeni w obozie jenieckim w Zeithain. Gdy przyszedł dzień wyzwolenia, otworzyły się przed obojgiem różne możliwości życiowe. Czesław namawiał na wyjazd do krewnych we Francji, ale ugiął się pod wpływem pani Zofii, która zdecydowała o powrocie do Polski, a konkretnie do ukochanej Warszawy.

Na koniec spotkania nasza bohaterka uraczyła nas wspomnieniami o czasach powojennych, na które złożyły się przede wszystkim takie wydarzenia, jak: ślub z Czesławem, starania o własne lokum, odbudowa stolicy ze zgliszczy, wychowywanie dzieci i odnalezienie swojej własnej drogi zawodowej. Pani Zofia wyszkoliła się w projektowaniu oraz wykonawstwie zabawek i zaczęła doskonalić się w zawodzie artysty plastyka w dyscyplinie sztuki warsztatowej.

Spotkanie ilustrowane zdjęciami archiwalnymi i współczesnymi poprowadził Janusz Owsiany, prezes Stowarzyszenia Monopol Warszawski.