Spotkanie siódme: Michalina Kuc ps. „Krystyna”

22 listopada br. bohaterką wznowionego cyklu „Moja Warszawa” była Michalina Kuc ps. „Krystyna”.

Historia pani Michaliny to świadectwo losu wielu osób urodzonych w latach 30. ubiegłego wieku. Osób, które z chwilą wybuchu II wojny światowej były niepełnoletnie i straciły rodziców. Ich życie od najmłodszych lat było naznaczone niewyobrażalnymi trudami i walką o przetrwanie. Na dodatek doświadczyły niespotykanych na skalę europejską działań dwóch wrogich sił, których niszczycielskie wysiłki skupiły się w tym jednym szczególnym miejscu – Warszawie, by miasto zamienić w gruz i pył, a ludzi unicestwić, by ich pamięć nie mogła unieść wspomnień o tym wyjątkowym mieście.

Trafiamy do Annopola, dzielnicy ludzi skrajnie ubogich, dla których życie w Warszawie było za drogie. Kto raz tu trafił, miał niewielkie szanse, by się stąd wyrwać i przerwać błędne koło nędzy. Z inicjatywy Magistratu stanęło tu najpierw przeszło 1400 baraków pozbawionych wszelkich wygód, które zasiedliło kilkanaście tysięcy ludzi. Z czasem ruszyła budowa osiedla drewnianych domów, przy budowie którego pracował ojciec pani Michaliny, Michał Nastkiewicz. Ten projekt miał być szansą dla mieszkańców Annopola na lepszy byt i godne życie.

Na jednym z niewielu zdjęć, jakie zachowały się z czasów dzieciństwa, na tle takiego drewnianego domu stoi kilkuletnia Misia, ściskając w ręku lalkę. Na osobnym zdjęciu widzimy dużo starszego brata, Ksawerego. Domem zajmuje się mama, pani Zofia. Nie zachowało się żadne jej zdjęcie. Pozostają tylko strzępy wspomnień i żal z powodu tragicznie i przedwcześnie zakończonego życia jej i nienarodzonego dziecka. A przecież nie tak miało być!

Wybucha II wojna światowa. W bombardowaniu ginie pan Michał. Płonie osiedle. Walą się jakiekolwiek podstawy i gwarancje stabilizacji i bezpieczeństwa. Dokucza głód. Nasila się uczucie wielkiego strachu i zagrożenia. Opiekunowie, którzy mieli przejąć obowiązki rodzicielskie – zawodzą. Na podkarmienie wraz z grupą innych dzieci Misia zostaje wysłana na wieś. Każde dziecko trafia do innego gospodarstwa. Po wakacjach wracają te, które mają, gdzie się podziać. Misię nie było komu odebrać. Zostaje, ale musi zarobić na swoje utrzymanie. Drobna dziewczynka nie radzi sobie z ciężkimi pracami gospodarskimi i jest odsyłana co i rusz z jednego gospodarstwa do drugiego.

Michalina trafia pod Ostrołękę do miejscowości Jarnuty. Ma sposobność poznać zasłużonego dla regionu Ostrołęki i jej okolic działacza społecznego – doktora Józefa Piotra Psarskiego. Trafia pod jego skrzydła i za jego sprawą wstępuję do harcerstwa. Robi kurs dla sanitariuszek i kurs przysposobienia wojskowego.

Historia zna przypadki, gdy za komunikację w państwie podziemnym w czasie okupacji odpowiedzialne były gołębie, psy i dzieci. Nastoletnia Michalina wielokrotnie pełni rolę kuriera. Mała, niepozorna zdaje się nie zwracać niczyjej uwagi. Godzinami przedziera się przez las z ciężkim plecakiem. Po drodze wtajemniczeni w konspirację chłopi nocują ją w stodole i dają do jedzenia mleko i słoninę, na wspomnienie której jeszcze dziś mdli naszą bohaterkę. Coraz częściej bywa w Warszawie na ulicy Freta 25. To punkt konspiracyjny z drukarnią i z noclegownią dla kurierów na strychu. Przydzielone zostają jej zadania.

Wybucha Powstanie Warszawskie i placówka na Freta staje się puntem dowodzenia, na czele którego staje Kazimierz Milewski ps. „Janka”. Michalina przenosi meldunki i opatruje rannych. Walki trwają dłużej, niż założone wcześniej 3 – 4 dni. Wiele oddziałów nie ma ze sobą kontaktu. Ulice Warszawy są pod ciągłym ostrzałem niemieckim. Kurierzy i łączniczki coraz częściej wracają z informacją o zablokowaniu wszelkich naziemnych tras. Pomysł wykorzystania sieci kanałów do łączności, transportu i ewakuacji wychodzi od inżyniera Aleksandra Chrzanowskiego. Powstają specjalne patrole kanałowe. Nie każdy nadaje się do tego zadania. Kanały warszawskie w niektórych odcinkach mają zaledwie 110 cm wysokości, panuje w nich zaduch i czuć fetor nieczystości, które często sięgają kolan a nawet pasa.  Na dnie zalega często śliskie błoto. Poruszanie odbywa się w ciemnościach. Kanałem przemieszcza się Misia. Cudem wychodzi z niego żywa. Omdlałą dziewczynę na rękach wynosi obca kobieta. Kilka lat temu pani Michalina odkrywa, że był to podwójny cud. Okazało się, że gdyby przewodnik grupy znajdującej się wówczas w kanale nie nakazał odwrotu, wszyscy zginęliby, ponieważ w miejscu, do którego zmierzali czekała niemiecka zasadzka. Pamięć o tych, którzy nie mieli takiego szczęścia, jest dziś uczczona tablicą w okolica Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych.

Po kapitulacji Powstania Warszawskiego Michalina, pozostaje w mieście, zasilając grono tzw. robinsonów warszawskich. Termin ten pojawia się po raz pierwszy już po wojnie. W 1948 roku zostaje nakręcony niezachowany do naszych czasów film „Robinson warszawski”, oparty na prozie Czesława Miłosza i Jerzego Andrzejewskiego, gdzie to określenie zaczyna funkcjonować w kontekście ludności, która po upadku powstania mimo zagrożeń pozostaje w stolicy. Zrujnowane miasto, ciągle jeszcze jest niszczone i grabione. Kryjówką jest często przywalona gruzem piwnica. W takich warunkach koczuje nasza bohaterka w ukryciu aż do wkroczenia Armii Radzieckiej. Do Warszawy zaczynają powracać jej mieszkańcy. Dla Michaliny rozpoczyna się czas wytężonej nauki i rozwoju, do czego zobowiązała się obietnicą daną kiedyś ojcu.

Wróćmy jeszcze na chwilę do współczesnego Annopola. Po osiedlu drewnianych domków nie ma już żadnego śladu. Zachowały się za to wybujałe topole. Dla pani Michaliny są one jedną z nielicznych pamiątek beztroskiego jeszcze wówczas życia w gronie kochających ją ludzi. Któraś z nich została posadzona przez tatę naszej bohaterki w miejscu, gdzie spoczął towarzysz dziecięcych zabaw – podwórkowy kot.

Rozmowę ilustrowaną archiwalnymi i współczesnymi zdjęciami poprowadził Janusz Owsiany, prezes Stowarzyszenia Monopol Warszawski, koordynator i animator kultury, uznany varsavianista, ekspert i pasjonat w dziedzinie kulturoznawstwa, wieloletni przewodnik po Warszawie, społecznik od lat zaangażowany w problemy rewitalizacji dzielnicy Praga Północ. Jest m. in. współtwórcą koncepcji adaptacji poprzemysłowej przestrzeni Warszawskiej Wytwórni Wódek „Koneser”, współinicjatorem rewitalizacji Wilii Żabińskich na terenie warszawskiego zoo oraz współautorem prac przekształcających ten obiekt w dostępną dziś placówkę muzealną, a także gorącym orędownikiem i niestrudzonym działaczem na rzecz utworzenia w Warszawie przy ulicy Nowolipie 22 Domu Dziennego Wsparcia dla Powstańców Warszawskich.