Spotkanie pierwsze: Włodzimierz Dusiewicz ps. „Dusza”

9 sierpnia br. bohaterem wznowionego cyklu „Moja Warszawa” był Włodzimierz Dusiewicz ps. „Dusza”.

Pan Włodzimierz urodził się w Nowej Wsi w powiecie szamotulskim. Ze względu na profesję ojca (Straż Więzienna) często zmieniał miejsce zamieszkania. Wybuch II wojny światowej zastał rodzinę w Grodzisku Wielkopolskim, niedaleko ówczesnej granicy Polski z Niemcami. Parę tygodni wcześniej doszło tam do incydentu, który zaważył na losach całej rodziny. Straż graniczna aresztowała grupę szpiegów niemieckich. Znaleziono przy nich ważne dokumenty. Wśród nich – listy z nazwiskami osób zamieszkujących teren Wielkopolski, które należy zlikwidować z chwilą podjęcia przez Niemcy działań wojennych przeciwko Polsce. Były tam również dane osobowe Władysława Dusiewicza, ojca naszego bohatera. Ponieważ był on naczelnikiem więzienia, prokuratura w Poznaniu wydała mu polecenie, aby 31 sierpnia wyruszył z konwojem aresztantów do twierdzy w Brześciu nad Bugiem. Tam pana Władysława zaskoczył atak wojsk radzieckich, który miał miejsce 17 września. Jak większość mundurowych trafił w ręce NKWD. Zginął w Mińsku w trakcie transportu kierowanego do Ostaszkowa.

O to żeby ta historia nie rozmyła się w mrokach niepamięci zadbał wiele lat później syn Włodzimierz, stając się dokumentalistą filmowym, a potem w latach 90. XX wieku upowszechniając prawdę historyczną jako prezes Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich w Warszawie oraz prezes Federacji Rodzin Katyńskich.

W kwietniu 1941 roku Włodek z mamą i siostrami został wysiedlony z Wielkopolski i trafił do obozu w Łodzi. Tam natknął się na instruktora harcerskiego, który – inicjując różne zabawy – sprawdzał sprawność chłopca pod kątem jego ewentualnej pracy konspiracyjnej w przyszłości. To była pierwsza taka próba, ale i nie ostatnia w życiu Włodka.

Pierwszy warszawski adres to dla pana Włodzimierza ulica Idzikowskiego 35/37, gdzie mieścił się internat dla chłopców Rady Głównej Opiekuńczej. Dach nad głową znaleźli tam młodzieńcy, którzy stracili ojców w okresie kampanii wrześniowej bez względu na to czy ich ojciec zginął jako cywil czy wojskowy. Kierowniczką ośrodka była Maria Trojanowska komendantka Chorągwi Mazowieckiej, przedwojenna nauczycielka francuskiego chłopców opisanych w książce Aleksandra Kamińskiego „Kamienie na szaniec”. Zgromadziła ona wokół siebie wybitną kadrę pedagogów i wychowawców zaangażowanych w ruch wyzwoleńczy. Pracownicy ośrodka zastępowali chłopcom rodziców i wpajali podstawowe wartości, jak punktualność, prawdomówność czy sumienność.

Do obowiązków chłopców należały zwykłe domowe zajęcia takie jak, pranie, sprzątanie czy prasowanie. Ta ostatnia czynność jest ważna do odnotowanie również z innego powodu. Dawne żelazka składały się z duszy, to jest z ruchomej żelaznej sztabki, podgrzewanej wcześniej na palenisku i wkładanej do środka urządzenia dla podtrzymania jego  temperatury. W trakcie prasowania rozgrzana dusza wypadła Włodkowi na podłogę. Spanikowany chłopak wbiegł do klasy i zaczął krzyczeć: „Dusza mi uciekła!”. Nauczyciel ugasił pożar i zrobił chłopcom pogadankę na temat kontrolowania emocji i radzenia sobie w sytuacjach stresowych. Włodkowi po zdarzeniu pozostało jeszcze jedno: pseudonim „Dusza”.

W ośrodku powstał specjalny zastęp chłopców wybranych spośród podopiecznych, którzy byli przygotowywani do służby w „Szarych Szeregach” na potrzeby wywiadu Armii Krajowej. W tej grupie znalazł się nasz bohater. Zajęcia odbywały się w postaci różnych gier i zabaw. Wówczas mały Włodek nie miał świadomości, w czym uczestniczy i jaki skutek przynoszą podejmowane m.in. przez niego działania.

Dla chłopców z ośrodka, pochodzących z różnych małych miasteczek, Warszawa była miejscem szalenie rozległym. Zadania przyznawane w konspiracji wymusiły na nich niezmiernie wnikliwe poznanie topografii tego miasta. Dzielnica po dzielnicy. Zapamiętywanie układu ulic, charakterystycznych budynków, przejść podwórkami. Zbierane w ten sposób doświadczenia i informacje okazały się bardzo przydatne w Powstaniu Warszawskim.

Gdy nadszedł 1 sierpnia 1944 roku, Włodek miał trzynaście i pół roku. Należał wówczas do Zawiszaków – najmłodszej grupy zorganizowanej w ramach „Szarych Szeregów”. Zrobiono w ośrodku zbiórkę i zakomunikowano, że od tej chwili zaczyna się ich służba. „Dusza” zajmował się zdobywaniem informacji wywiadowczych i przenoszeniem meldunków na terenie Mokotowa i Śródmieścia, jak również poza miastem. 15 sierpnia został wysłany w rejon Gór  Świętokrzyskich, gdzie służył jako łącznik dla działającej grupy partyzanckiej „Ponurego” i „Nurta”.

Przy okazji tej rozmowy pojawił się temat posiadania broni przez dzieci uczestniczące w Powstaniu Warszawskim, co może niektórym utrwalać w świadomości Pomnik Małego Powstańca. Tymczasem „Dusza” przez cały okres Powstania, tak jak inni jego młodzi koledzy, mógł co najwyżej pomarzyć o tak cennym ekwipunku i w takim kontekście warto odczytywać symbolikę pomnika.

Gdy w latach 70. ubiegłego wieku nasz bohater rozpoczynał swoją działalność zawodową najpierw jako asystent reżysera, potem jego pomocnik, by w końcu samemu stać się samodzielnym autorem realizującym własną artystyczną koncepcję filmu, wiele postaci o rodowodzie konspiracyjnym nadal żyło. Dlatego pan Włodzimierz czuł zobowiązanie moralne, by zdążyć oddać im głos. Gdy zgłosił się do legendarnego generała Stanisława Tatara, ten zrobił mu test wiedzy historycznej, który zdał, dzięki czemu mógł powstać film zatytułowany „Iłża – ziemia walcząca”, a potem zrodzić się bliższa, przyjacielska relacja.

Podczas rozmowy pan Włodzimierz opowiadał również o akcjach zbrojnych w trakcie II wojny światowej oraz dywersji, przybliżał powojenne losy polskich dowódców wojskowych oraz swoje doświadczenia z cenzurą, a także pracę w zespole Centralnego Harcerskiego Ośrodka Pracy Kulturalno-Artystycznej, prowadzonego przez Jerzego Dargiela – aktora, spikera radiowego, autora tekstów piosenek, kompozytora, a – dla bohatera naszego spotkania –osobę, która zastępowała mu ojca. Wspomnienie o mentorze, skłoniło pana Włodzimierza do zaintonowania słynnej „Doroty”, do której Jerzy Dargiel napisał tekst i skomponował muzykę.

Spotkanie zakończyła projekcja filmu dokumentalnego o Krystynie Krahelskiej pt. „Przerwana pieśń” autorstwa pana Włodzimierza, co było pięknym dopełnieniem spotkania. Postać Krystyny Krahelskiej, której rysy zawdzięcza pomnik warszawskiej syrenki, to synteza losów młodzieży z kresów, zaangażowanej, odpowiedzialnej i śmiało broniącej wszystkiego, co uczciwe i sprawiedliwe , to również opowieść o niezmiernie uzdolnionej poetce, autorce tak popularnej piosenki, jak: „Hej, chłopcy bagnet na broń”. Sanitariuszki w Powstaniu Warszawskim, która zginęła w wyniku odniesionych ran w drugim dniu walk.

Rozmowę przygotowała i poprowadziła Miłka Skalska, dziennikarka telewizyjna z 25-letnim stażem zawodowym. W TVP prezentowała i wydawała audycje informacyjne oraz publicystyczne; zrealizowała kilkaset autorskich programów, wśród nich filmy dokumentalne o tematyce historycznej. W TVP 3 Warszawa zajmowała się m. in. tematyką kulturalną i varsavianistyczną. Otrzymała Medal Jubileuszowy 55-lecia Towarzystwa Przyjaciół Warszawy za upowszechnianie wiedzy o Bohaterach Powstania Warszawskiego 1944.

Projekt finansuje m.st. Warszawa.