Spotkanie piąte: Hanna Stadnik ps. „Hanka”

11 października br. bohaterką wznowionego cyklu „Moja Warszawa” była Hanna Stadnik ps. „Hanka”.

Pani Hanna urodziła się w Warszawie, skąd pochodzili również jej rodzice. Do okupacji hitlerowskiej rodzina mieszkała na ulicy Górnośląskiej, skąd została wysiedlona, a następnie zamieszkała na ulicy Pańskiej. W pamięci małej dziewczynki pozostał z tamtych lat obraz miasta wspaniałego i bardzo czystego. Mała Hania do przedszkola nie chodziła. Wychowaniem trójki dzieci zajmowała się mama. Czas wolny spędzano na Agrykoli, w Łazienkach Królewskich oraz w Parku Ujazdowskim. W domu dużo czasu poświęcano na czytanie dzieciom książek. Ważne również było przypominanie im, w jakich czasach dorastają, w Polsce niepodległej, co dla ich rodziców i dziadków nie było dostępne. Obecnie gość naszego spotkania odbiera Warszawę trochę bardziej krytycznie. Dostrzega jej piękno, rozmach inwestycji, ale zauważa również niedoskonałości w postaci zalegających na ulicy śmieci.

Koniec sierpnia 1939 roku był przesycony atmosferą wojny. Ludność cywilna Warszawy pozostawała w pogotowiu. Hania miała wówczas 10 lat. Zapamiętała komunikaty radiowe informujące o wybuchu wojny i odgłosy nadlatujących samolotów, a potem huk wystrzałów. Tata dostał powołanie. Mama z trójką dzieci pozostała sama w Warszawie. W stolicy było niewiele schronów, dlatego ratowano się ucieczką do piwnic, choć nie tylko. Budynek, w którym mieszkała rodzina Hani, był z cegły i miał grube ściany. Gdy tylko rozpoczynało się bombardowanie mama chwytała szybko dzieci i dobiegała z nimi do szerokiej futryny, przyciskając je z całej siły do siebie, czekając z nadzieją, aż nalot się skończy. Takie życie w wiecznym zagrożeniu wydawało się nadludzkim wysiłkiem, jednak to co dopiero miało nastąpić – długie lata terroru okupacyjnego, we wspomnieniach pani Hanny były czymś niewyobrażalnym i straszliwym. Polityka III Rzeszy zmierzała bowiem do likwidacji elit intelektualnych i przywódczych Polski, a następnie zniewolenia oraz jak największej eksploatacji i zgermanizowania reszty społeczeństwa polskiego. Łapanki, egzekucje, aresztowania, wywózki do obozów były codziennością ulic Warszawy. Do tego dochodziły zarządzenia dotyczące racjonowania żywności w mieście i przymusowe kontyngenty na wsiach, a na terenach wcielonych do III Rzeszy – zakaz posługiwania się językiem polskim i zlikwidowanie polskiego szkolnictwa. Za niedostosowanie się do nowych zasad groziły surowe kary z karą śmierci włącznie.

Polacy nie godzili się z utratą niepodległości i takim traktowaniem. 27 września 1939 roku w dniu kapitulacji Warszawy, w stolicy powstała Służba Zwycięstwu Polski, tajna organizacja niepodległościowa, która dała początek Polskiemu Państwu Podziemnemu. Na podstawie decyzji rządu RP Władysława Sikorskiego została rozdzielona na dwa działy: wojskowy i cywilny. Naczelnym zadaniem pionu wojskowego było przygotowanie i przeprowadzenie powstania powszechnego. Okupowany kraj został podzielony na jednostki administracyjne, gdzie funkcjonowały sądy, wydawnictwa, szkoły i teatry. 14 lutego 1942 roku konspiracyjna organizacja, która po drodze przeszła jeszcze kilka reorganizacji, została ostatecznie przekształcona w Armię Krajową.

Do pracy w konspiracji Hanię zachęciła jej starsza siostra Danka. Przystąpiła do niej wiosną 1943 roku. Mimo młodego wieku, bo mając zaledwie 14 lat, złożyła przysięgę i zaczęła przechodzić regularne przeszkolenie zwiadowcze i sanitarne. Z tamtych doniosłych chwil w głowie naszego gościa do dziś brzmią słowa jednej z fraz przysięgi „…i nawet oddać życie”, co było wypowiadane i odczuwane przez Hanię z całą mocą i świadomością tego przyrzeczenia. Nastoletnia dziewczyna rozumiała wagę tych słów i była gotowa je spełnić. Tak jak wielu jej rówieśników. Wybierając się na akcje zwiadowcze razem z siostrą, Hanka za każdym razem starała się zmieniać coś w swoim wyglądzie, by jej częsta obecność w pewnych miejscach nie zwracała niczyjej uwagi. W rodzinie każdy był zaangażowany w działalność konspiracyjną, ale o tym się po prostu nie rozmawiało.

Pierwsza mobilizacja przed Powstaniem Warszawskim została zorganizowana 25 lipca. Po dwóch dniach Hanka została odesłana do domu z informacją, że ma czekać na wiadomość od łącznika. 1 sierpnia koło godziny 11.00 przyszedł do jej domu młody harcerz i powiadomił o ustaleniu godziny „W” na 17.00 tego samego dnia. Hanka pożegnała się z rodziną i poszła na zbiórkę wyznaczoną na ulicy Puławskiej. Służbę przydzielono jej przy Kompanii 0-2. Powstanie miło trwać kilka dni. Zakończyło się po 63 dniach. Wydarzeniem, które naznaczyło Hankę na całe życie i utkwiło jej najbardziej w pamięci była kapitulacja. W czasie walk bywało bardzo ciężko, ale pozostawała zawsze nadzieja, tymczasem dzień, w którym na ulicach pojawiły się białe flagi i zapadła ogłuszająca wprost cisza, zakończyły wszelkie złudzenia. Przez głośniki Niemcy zaczęli nadawać komunikaty o poddaniu się i złożeniu broni. Hanka wraz z innymi Powstańcami została spędzona do ogromnego wykopu przy ulicy Szustra, obecnie – Jarosława Dąbrowskiego. Nikt nie wiedział, co się dalej wydarzy. Był to czas niepewności, której towarzyszyło przez wiele godzin biesiadowanie żołnierzy niemieckich, akompaniament puszczanych przez nich płyt i szydercze komentarze wykrzykiwane przez hitlerowców w kierunku Polaków.

Wieczorem podjechały wozy, na które załadowano najciężej rannych. Resztę osób ustawiono w kolumny i popędzono do Pruszkowa, skąd po kilku dniach odtransportowano wagonami do różnych miejsc przeznaczenia. Hanka dotarła wraz z innymi dziewczynami do obozu po żołnierzach radzieckich w Skierniewicach, dokąd Niemcy zaczęli sukcesywnie zwozić rannych z Powstania. Transportem do Skierniewic zostali przywiezieni rzekomo bandyci. Tymczasem oczom otwierających jeden z wagonów ukazał się widok młodziutkich, zmęczonych, brudnych i wystraszonych dziewcząt. Na miejscu zadaniem sanitariuszek była zmiana opatrunków i przygotowanie rannych do dalszej podróży. Gdy wywieziono do obozów jenieckich na terenie Niemiec ostatniego Powstańca, komendant obozu wzruszony losem Polek przejął inicjatywę i każdego dnia wypuszczał na wolność po dwie dziewczyny z przepustką. Trafiały one wówczas pod skrzydła Rady Głównej Opiekuńczej, która zaopatrywała je na dalszą drogę.

Szczęśliwie cała rodzina pani Hanny przeżyła wojnę. Nastał kolejny etap życia w nowej Polsce, Polsce, która piętnowała ludzi z życiorysami akowskimi. Osobistym doświadczeniem pani Hanny było jej relegowanie z tego powodu z uczelni. Temat Powstania Warszawskiego i udziału w nim na wiele lat przymusowo został w gronie najbliższych pan Hanny zepchnięty do niepamięci. Jedyne co było z najwyższą ostrożnością pielęgnowane, to coroczne spotkania: 27 września w kościele św. Michała na mszy świętej oraz 1 sierpnia na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, gdzie powstały kwatery powstańcze.

Pani Hanna Stadnik jest nadal niezmiernie aktywną osobą, działającą na rzecz Powstańców Warszawskich. Piastuje stanowisko wiceprezesa Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, co wiąże się z regularnymi obowiązkami. Zasiada również w Kapitule Nagrody Bohaterony 2019 im. Powstańców Warszawskich.

Spotkanie pani Hanna zakończyła następującymi słowami: „Gdy nas już nie będzie, bo odchodzimy na wieczną wartę, pamiętajcie o nas”. Weźmy sobie te słowa głęboko do serca!

Rozmowę przygotowała i poprowadziła Miłka Skalska, dziennikarka telewizyjna z 25-letnim stażem zawodowym. W TVP prezentowała i wydawała audycje informacyjne oraz publicystyczne; zrealizowała kilkaset autorskich programów, wśród nich filmy dokumentalne o tematyce historycznej. W TVP 3 Warszawa zajmowała się m. in. tematyką kulturalną i varsavianistyczną. Otrzymała Medal Jubileuszowy 55-lecia Towarzystwa Przyjaciół Warszawy za upowszechnianie wiedzy o Bohaterach Powstania Warszawskiego 1944.

Projekt finansuje m.st. Warszawa.