Spotkanie dziewiąte: Ryszard Dworak ps. „Szczwany Lis”

31 maja br. bohaterem naszego cyklu „Moja Warszawa” był Ryszard Dworak ps. „Szczwany Lis”.

Za sprawą pana Ryszarda trafiamy na Powiśle, do dzielnicy przed wojną niezamożnej. Nasz bohater wychował się w sześcioosobowej rodzinie i miał brata bliźniaka, Jerzego. Jak to było przyjęte w tamtych czasach, jedynym żywicielem domu był ojciec. Kobiety w rubryce zawód miały na ogół wpisane: „przy mężu”. Taki model panował również w domu Ryśka. Rodzina często zmieniała miejsce zamieszkania, a ostatni przedwojenny adres to kamienica przy Lipowej 4. Obecnie mieści się w tym miejscu Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego.

Lata przedwojenne pan Ryszard wspomina jako czas ogromnego rozwarstwienia społecznego i panującej wielokulturowości, co na ulicy dostrzegało w mozaice zróżnicowanych strojów jego czujne oko przyszłego artysty. Choć nie tylko tam było to widoczne, bo wystarczyło zapukać do drzwi sąsiadów, żeby się okazało, że obok znanych pisarki, aktora czy senatora mieszkają ludzie skromnie uposażeni. Do jednych od frontu prowadziły marmurowe schody, a do drugich od podwórka – drewniane.

Z czasów dzieciństwa pan Ryszard pamięta spacery z bratem w towarzystwie starszej siostry i przypadkowe spotkanie na ulicy z Marszałkiem Piłsudskim, który uprzejmie przywitał się z całym rodzeństwem. Opowieść ilustrują zdjęcia, które zachowały się tylko dlatego, że ojciec wysyłał je swoim krewnym do Łodzi. Dom, w którym mieszkali państwo Dworakowie, został bowiem zniszczony przez Niemców pod koniec wojny i wszystko razem z nim.

Wspólnym doświadczeniem pokolenia, do którego należy pan Ryszard jest harcerstwo. Do tego w jego przypadku doszły ćwiczenia wykonywane w ramach spotkań ogniska pozaszkolnego Rady Głównej Opiekuńczej, której kierownikiem był Zbigniew Kamiński a wychowawczynią Irena Kujawa. Nasz bohater wspomina z sentymentem ukończenie także „Szkoły Wodzów”. Dzięki tym różnym aktywnościom młody chłopak zyskał wiele umiejętności takich, jak: wiązanie węzłów marynarskich, rozpoznawanie stron świata czy odległości, szyfrowanie, posługiwanie się alfabetem Morse’a, poza tym sztukę zapamiętywania oraz milczenia, kończąc na śpiewaniu czy grze aktorskiej.

Wybuchła II wojna światowa. Do Warszawy wkroczyły wojska niemieckie. Zaczęła się okupacja Polski. Dla kilkunastolatka to, co się działo z początku budziło bardziej zainteresowanie niż strach. Szybko jednak doszło do przebudzenia. Na placu przed Grobem Nieznanego Żołnierza Niemcy urządzili projekcję filmów propagandowych dla mieszkańców Warszawy. Wśród zebranych znalazła się grupa Żydów w swoich tradycyjnych strojach. Publicznie zostali oni przez Niemców słownie i fizycznie upokorzeni oraz wypędzeni z placu. Temu wszystkiemu przyglądał się wówczas zdumiony Rysiek.

Terror okupanta nasilał się, a z jego okrutnym obliczem miał niestety osobiście zetknąć się nasz bohater. W Niedzielę Palmową 16 kwietnia 1944 roku w ulicznej łapance szesnastoletni wówczas Rysiek zostaje aresztowany i przewieziony na Pawiak, czyli do więzienia śledczego Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa Dystryktu Warszawskiego, a w szczególności Tajnej Policji Państwowej zwanej Gestapo. Został także umieszczony w mającej najgorszą sławę celi zwanej tramwajem w Alei Szucha. Wkrótce też osadzony został w obozie pracy na Litewskiej. Od tej chwili przestał być Ryszardem Dworakiem, a stał się więźniem numer 2735.  Stąd wysyłano go do różnych ciężkich prac fizycznych. Los okazał się jednak łaskawy i przy okazji kolejnego przewozu więźniów, wykorzystując zamieszanie i przy wsparciu kolejarzy na Dworcu Wschodnim, udało mu się uciec. Trudno opisać radość, jaką wywołał w rodzinie, gdy po kilku miesiącach nieobecności pojawił się w progu domu.

Podczas Powstania Warszawskiego z ramienia Harcerskiej Poczty Polowej Grupy „Krybar”, Rysiek działał głównie na Powiślu. Po kilku dniach nie było już mowy o swobodnym poruszaniu się po ulicach. Tu z pomocą przyszli fachowcy z zakładu wodociągów i kanalizacji. Dzięki ich wiedzy udało się zrobić podkop pod Lipową.

Powstanie to również nieoczekiwane i zaskakujące wydarzenia takie, jak choćby niepisana umowa pomiędzy powstańcami a Niemcami o wzajemnej wymianie prądu i wody. Ponieważ w rękach jednych pozostawała elektrownia, a drugich – wodociągi. W Powstaniu brali również udział starszy brat Ryszarda, Janek i brat bliźniak – Jerzy. Z powodu jeszcze świeżych wspomnień o niedawnym uwięzieniu nasz bohater otrzymał od rodzeństwa szlaban na udział w zadaniach bojowych. Dlatego w Powstaniu Rysiek prowadził działania wywiadowcze, poszukiwał wraz z kolegami magazynów broni m. in. w Teatrze Polskim, zabezpieczał rękopisy Chopina, które znajdowały się w budynku Konserwatorium Muzycznego (obecnie Muzeum Fryderyka Chopina w pałacu Ostrogskich), roznosił pocztę czy pilnował magazynów żywności. Szczególne zadanie miał do wykonania na Wareckiej, gdzie pomagał ludziom wychodzącym z kanału. Ludziom, którzy najpierw wydawałoby się przeszli piekło na ziemi, by potem doznać kolejnych niewyobrażalnych cierpień pod jej powierzchnią. Pan Ryszard do dziś wspomina może siedemnastoletnią dziewczynę-przewodniczkę, która wielokrotnie pokonywała trasy podziemnych, cuchnących i niebezpiecznych labiryntów, wykazując się ogromną odwagą, po to, by ratować innych.

Po kapitulacji Powstania Ryszard podzielił los wypędzonych warszawiaków: najpierw przeszedł przez Dulag 121 w Pruszkowie, a następnie wysłany został transportem do Wrocławia, gdzie kolej niemiecka za symboliczną kwotę 1,5 marki od osoby wykupiła go wraz z innymi nadającymi się do pracy, i umieściła w obozie Falkensse pod Berlinem. Poza samym faktem uwięzienia sytuację naszego bohatera pogarszał fakt zbliżającego się coraz bardziej frontu i przeprowadzanych przez aliantów regularnych nalotów. Więźniowie, chcąc ratować życie, ukrywali się wówczas – o ironio – w kanałach. Jednak Ryszard po kilku takich ewakuacjach pod ziemię i traumatycznych przeżyciach, jakich tam doświadczył, postanowił nigdy więcej się tam nie chować. Znowu dopisało mu szczęście i doczekał oswobodzenia obozu przez wojska radzieckie. Ostatnim wspomnieniem z tego miejsca było szykowanie się byłych więźniów do domu i pełne poświęceń, ale też i sprytu zabiegi, by zyskać odpowiedni prowiant na drogę, ale i obuwie, bo do tej pory w obozie chodziło się w drewniakach.

Po wojnie rodzina Dworaków nie miała dokąd wracać, bo kamienica przy Lipowej przestała istnieć. Dlatego rodzice postanowili pojechać do Łodzi – rodzinnego miasta ojca naszego bohatera. Tam Ryszard rozpoczął naukę w Liceum Sztuk Plastycznych. Następnie ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie, w zakresie rzeźby. Pracował w Biurze Konstrukcyjnym Przemysłu Motoryzacyjnego i Instytucie Wzornictwa Przemysłowego, projektując podmiejskie kolejki dojazdowe czy autobusy niskopodłogowe. Wśród jego projektów są także konewki i kubki z tworzywa sztucznego. Jeden z takich modeli kubka wzięła ze sobą i uwieczniła na zdjęciach Wanda Rutkiewicz podczas wyprawy w Himalaje.

Pan Ryszard jest wszechstronnie utalentowany. Tworzy swoje prace, wykorzystując różne techniki: ceramikę, witraż, akwarele, pastele, a ci, którzy bywają w Domu Wsparcia dla Powstańców Warszawskich na Nowolipiu 22 wiedzą, że nieustannie też szkicuje, a efektem tego są portrety, którymi przez hojnego artystę są obdarowywani pozujący.

Spotkanie ilustrowane archiwalnymi zdjęciami poprowadziła Maria Kamińska, przewodniczka po Warszawie, członek Towarzystwa Przyjaciół Warszawy, PTTK i Stowarzyszenia Monopol Warszawski, inicjatorka cyklu „Moja Warszawa”.